Rozdział 47 ,,Pobierzemy się choćby jutro"
Chwilę po tym jak usłyszała Jego wyznanie- On odwrócił się w jej stronę i powiedział.
-Kocham Cię Adrianno i będę Cię kochał nie tylko dziś, ale też jutro, pojutrze, za tydzień, miesiąc, rok, 2 lata, 5. Podziwiam Cię za to, że mimo wszystko jesteś sobą. Że jesteś ambitna, czuła, szczera, delikatna, wrażliwa a jednocześnie silna, stanowcza, odważna. W pełni to akceptuję i będę akceptował-mówił.
Gdy to mówił w jej oczach lśniły łzy, a na twarzy promieniał uśmiech. To utwierdziło jej rodziców w przekonaniu, że ich córka, jest naprawdę, ale to naprawdę szczęśliwa.
-Wyjdź za Mnie-poprosił.-Zgódź się a pobierzemy się, choćby jutro-kontynuował.
Te słowa oszołomiły ją bardziej, niż jego wyznanie. Do tego stopnia, iż uciekła do pokoju.
-Zostańcie tu-poprosiła Asia -pójdę do niej.-powiedziała.
-To moja wina! Przeze Mnie uciekła.-zadręczał się Arek
-Nie to nie twoja wina. Usiądźmy. Powiem Ci coś.-rzekł Artur. (podczas wcześniejszej rozmowy w kuchni przeszli na Ty)
-Mów.-powiedział Arek. Czuł, że to pomoże mu zrozumieć ukochaną.
-Kiedy nasza córka miała 18nastkę urządziliśmy jej imprezę, przysłaliśmy do niej kosmetyczkę i fryzjerkę, żeby zrobiły ją na bóstwo.-zaczął Artur
Do tej pory Arkadiusz nie widział w tym nic złego...ale do czasu. Artur kontynuował. Asia z córką rozmawiała w jej pokoju.
-Boisz się prawda?-spytała córki.
-Tak. Kiedy wtedy na mojej 18nastce Piotr mi się oświadczył-byłam w siódmym niebie. Ale potem zaczął naciskać na przeprowadzkę, potem zarzucił mi kłamstwo, zdradę, następnie to uderzenie w twarz. -zaczęła płakać na samo wspomnienie tamtych chwil. -Ale tak naprawdę dobiła Mnie jego śmierć. Rozstałam się z Karolem, potem był Marek, ale to historia. Nie ma co się użalać nad sobą. -powiedziała.
W międzyczasie Artur mówił ukochanemu córki co się wydarzyło po zaręczynach córki.
-Nalegał na to, aby razem zamieszkali. Chciała tego.... ale po ślubie. Potem zarzucił jej kłamstwo w sprawie matury, potem zdradę, ale przeważył fakt, że w naszej obecności ją....uderzył w twarz. Po 14nastu latach ich związku.
Twarz Arka wyglądała na przerażoną. Nie wierzył w to co słyszy.
-Co się z nim stało?-zapytał Arek
-....Popełnił samobójstwo-dokończyła Ada. -Mam do Ciebie prośbę Arek.-spojrzała na niego delikatnym wzrokiem.
-Słucham-wstał od Artura i podszedł do ukochanej.
-Obiecaj mi, że nie postąpisz nigdy tak jak postąpił kiedyś Piotr.-poprosiła.
-Obiecuję.-powiedział z lekkim uśmiechem.
Tą obietnicę przypieczętowali pocałunkiem. Takim delikatnym, jak nigdy.
-Zgodzisz się zostać moją żoną?-zapytał klękając.
-.......Tak-odpowiedziała po chwili.
Zgadzając się wsunął jej diamentowy pierścionek. Następnie ją pocałował. Otrzymali błogosławieństwo jej rodziców. Ale ustalili, że ślub wezmą za 3 lata. Po to aby wiedzieli, że to poprawna decyzja. A zamieszkają dopiero po ślubie.
Dzień się zaczynał a oni dopiero szli spać. Dlatego, że przegadali całą noc, która skończyła się zaręczynami. Obie pary poszły się przespać do swoich sypialni. Kiedy Ada zasypiała obok Arka czuła spokój. Cieszyła się, że jest teraz naprawdę szczęśliwa.
I stwierdziła, że nawet gdyby miałby to być sen... to nigdy nie chciałaby się z niego budzić. Absolutnie nigdy. Była spokojna, szczęśliwa i taka o jakiej mówił Arek. Szczęśliwa usnęła w jego ramionach.
Koniec :)

Komentarze
Prześlij komentarz